chrzcinoslub-461

Chrzcinoślub…

Basia ma tak lekkie piórko i tak barwne opowieści, że nie odpuściliśmy jej i publikujemy kolejny tekst pełen różnorodnych perypetii. Jest w nim…wszystko! I chrzcinoślub, srakostrofa, El Nino i wiele innych niesamowitości. No i przesłanie Basi do wszystkich: „Kochajcie się, planujcie, rozmnażajcie, szanujcie…”. 

 

Poprzednią relację zakończyłam słowami….”że dokładnie cztery lata później ochrzciliśmy nasze dziecko, przy okazji Kościelnie się zaślubiając…”

Tak więc moi Drodzy, z przygotowań do chrztu córki całkiem przypadkiem padły słowa o ślubie kościelnym i do dziś nie ogarniam, jak to się szybko wszystko stało.

W zeszłym roku narodziła się nasza dziecina i jak każdy rodzic staje przed dylematem jak i kiedy zorganizować jakieś chrzciny, co by pogaństwa w rodzinie nie było;)

Mieszkaliśmy już w swoim nowym mieszkanku, na niby nowym osiedlu, choć w zasadzie na tej samej dzielnicy co wcześniej i nawet nie wpadło nam do głowy, by zameldować się w parafii, której kaplica znajdowała się pod blokiem. Wyobraźcie sobie te msze poranne w niedzielne upalne dni, odsłuchiwane na balkonie…:)

Do kancelarii wybrał się mąż, żeby porozmawiać jak się okazało, z samym proboszczem. W naszym zamyśle oczywiście było dowiedzieć się kiedy i czy w ogóle udzieli chrztu naszej pierworodnej. Mało zawału nie dostałam, gdy małżonek powrócił i oznajmił mi ze spokojem „ na to wygląda, że bierzemy kościelny ślub…”.

Spotkać się mieliśmy z księdzem oboje na dzień drugi, by omówić wszystkie szczegóły no i poznać się przede wszystkim. Tak się i stało, mimo oporu i wątpliwości dałam za wygraną, wiedząc, że najwyraźniej jest to jedyny sposób, by dołączyć do społeczności i w przyszłości nie szkodzić dzieciakowi. Proboszcz wydał mi się przy pierwszym zapoznaniu naprawdę ludzkim człowiekiem i nie prawił nam żadnych kazań, nawet pożartował sobie na temat wizyty w poradni i uczestnictwie w nauczkach przedmałżeńskich tj. „idźcie z dzieckiem hehehe”. Na szczęście tego wszystkiego nam oszczędził.

Chrzcinoślub, tak go nazwaliśmy, stał się realny i trzeba było przemyśleć, jak mamy to zorganizować. Tak jak poprzednio, wiedzieliśmy czego chcemy, a co nie wchodzi w grę. I tak jak poprzednio, mieliśmy miesiąc;) Skromnie, bez pompy, w gronie najbliższych…

Ze spraw czysto formalnych musieliśmy jedynie załatwić swoje akty chrztu z wpisem o bierzmowaniu. Podać dane świadków i rodziców chrzestnych bez żadnych już papierzysk, wypełnić dane w księgach i wsio:) Nie zapomnę, jaki przezabawny ksiądz wypisywał mój akt. Wyskoczył w dresowej bluzie, croksach i był taki podekscytowany, że niemal przybił mi „piątkę”.

Poprzednio wszystkich zapraszaliśmy telefonicznie, a w tym przypadku poprosiliśmy o pomoc Dawida ( no tego samego, co współtworzy tudzież ową stronę;p) o zaprojektowanie nam zaproszeń iście oryginalnych i bez zbędnych ozdobników. Przy okazji jeszcze zaproponował nam małą sesję zdjęciową. Wyszło świetnie, tak jak miałam w swoim wyobrażeniu, gdzieś na dnie mózgownicy. Dobrze jest oddać sprawy w dobre ręce i nie musieć się martwić w takich sytuacjach, czy wszystko wyjdzie tak, jak chcemy.

Zrezygnowaliśmy z klasycznego wesela na rzecz wytwornego obiadu w restauracji hotelowej, mieszczącej się w uroczej kamienicy. Ponieważ przybyło dzieci w naszych rodzinach i wśród znajomych, postanowiliśmy skorzystać z usług animatora zabaw, a obsługa hotelu udostępniła nam dodatkowo niewielką salę, by rozszalałe dzieciaki miały gdzie swobodnie biegać i dawać upust swojej niespożytkowanej energii. Jak teraz sobie przypomnę, to faktycznie całe przyjęcie opanowało najmłodsze pokolenie – łącznie z tym, co ma jeszcze się narodzić.

O mój ubiór zadbało Zalando.pl, a męża odzienie skompletowaliśmy w H&Mie. Salon kosmetyczny z fryzjerem włącznie miałam pod blokiem, a makijażystka przyjechała do domu. Sukienkę dla mojej dzieciny zakupiłam na ciuchaczu – milusia, skromniusia i naprawdę przepiękna. Niestety tego co proponują w sklepach do chrztu dla dzieci, to o matko, babciu i dziadku!!! Nigdy nikomu nie polecę. Myślę sobie teraz, że kluczem do pozbawienia siebie stresu i niepotrzebnej nerwówy jest umiejętne zorganizowanie, które nigdy chyba mi nie wyszło, a w tym przypadku  – no bomba no:) I teraz muszę uderzyć się w pierś, bo jednak przeżywałam chwile grozy….przed ubiorem córy….”no zrób kupkę, no zrób”…Nic, nawet bączka. Po ubiorze…wszystko na biało, czysto, nieskazitelnie…”tylko nie kupaj, tylko nie kupaj”. Rodzice małych dzieci dobrze będą wiedzieć, o co mi chodzi. Nic tak nie stresuje jak gówno na całych plecach, po bokach, sukience, ścianie, rodzicach… totalna srakostrofa[1]!!! U nas się udało uniknąć podobnego :)

Wszystko dopięte, zegar wybił 13­stą w sobotę, 2 maja… Dzień piękny, słoneczny z El Nino[2] we włosach, dla nas ten szczególny i wyjątkowy. Ceremonia była naprawdę kameralna. Córa śpiewała głośniej niż proboszcz, a my ze wzruszeniem się ciesząc, spoglądaliśmy tylko dyskretnie na sufit, czy oby nam się zaraz na łeb nie zwali. Dlaczego? Bo to kaplica, umiejscowiona w pomieszczeniu po szatniach hali sportowej, która już dawno została rozebrana, zburzona doszczętnie z tym oto wyjątkiem. Już tam Dawid zadbał, by na zdjęciach wyglądała jak Kaplica Sykstyńska 😉

Uroczystość dobiegła końca, przyszedł czas na gratulacje, kwiaty, prezenty, morze łez i na dodatek na oślepiające zewsząd mnie słońce. Przysięgam, że tylko po głosie byłam w stanie zgadnąć kto podchodzi do mnie z życzeniami 😉 Wszyscy udaliśmy się na ciepłą strawę i całą masę innych pyszności, toastów, pogawędek i spotkań po latach. Było gwarnie, dzieciaki dokazywały, ciężarne matki niczym cień jakiś snuły się po sali z talerzykami słodkości w dłoni 😉 I tu wzruszam się na myśl, jak wielką tworzyliśmy w owym czasie rodzinę.

Przyjęcie dobiegło końca, nasz mały człowiek już skapitulował, a my powróciwszy do domu, przy moim bezalkoholowym czytaliśmy kartki z życzeniami. Zdjęcia dostaliśmy naprawdę szybko i byliśmy doprawdy zachwyceni, wciąż jeszcze wrażliwi na wspomnienie o Chrzcinoślubie.

I tak na zakończenie, jedno z życzeń:)

„Kochajcie się, planujcie, rozmnażajcie, szanujcie….”

Barbra Milanowsky

 


[1] Srakostrofa­ – katastrofa fekalna 😉

[2] El Nino­ – zjawisko pogodowe, m.in. odpowiada za wietrzną pogodę 😉

 

Redakcja: Jeżeli nie czytaliście jeszcze poprzedniego tekstu Basi pt. Dwa śluby, jeden mężczyzna, to koniecznie nadróbcie zaległości!:)


chrzcinoslub-4

chrzcinoslub-12

chrzcinoslub-13

chrzcinoslub-6

BG-02

chrzcinoslub-97

chrzcinoslub-81

chrzcinoslub-112

chrzcinoslub-121

chrzcinoslub-148

chrzcinoslub-143

chrzcinoslub-149

chrzcinoslub-165

BG-01

chrzcinoslub-176

chrzcinoslub-183

chrzcinoslub-188

chrzcinoslub-200

chrzcinoslub-246

chrzcinoslub-250

chrzcinoslub-255

chrzcinoslub-310

chrzcinoslub-319

chrzcinoslub-323

chrzcinoslub-356

chrzcinoslub-363

chrzcinoslub-399

chrzcinoslub-406


Opowiedziała: Barbra Milanowsky

Zdjęcia: www.dawidchatkiewicz.pl

Make Up: Paulina Gudewicz Make Up

Napisz komentarz