niemazenudno_001

Gdy na weselu jest nudno :)

Pomimo napiętego harmonogramu tego szczególnego dnia, zdarzają się momenty, kiedy nic się na weselu nie dzieje. W sensie nie ma komu i czemu robić zdjęć. Przykładem niech będzie przerwa na spożycie gorącego dania. Zespół zasiada do wieczerzy (fotograf w zasadzie też), parkiet pusty, co tu robić? Można oczywiście ustrzelić kilka portretów gości, ale staram się raczej nie przeszkadzać podczas uzupełniania sił witalnych. Kłóci się to także z moim stylem pracy. Należę raczej do tych fotografów, o których się mówi, że ich na weselu nie było.

Można w tym czasie np. nawiązywać nowe znajomości. Ba, byłem nawet świadkiem, kiedy fotograf, w takich momentach asymilował się z otoczeniem na papierosku popijając mocniejsze trunki, co owocowało coraz to kolejnymi brudziami z nowo nabytymi znajomymi. Cóż, grunt to zdobywać nowe kontakty. Ciekawe, kto robił wtedy zdjęcia. Szczególnie, że z upływem czasu i gorzałki, ów bohater zaczynał popisywać się także talentem wokalnym wyśpiewując największe hity polskiej sceny w sobie tylko znanym języku, w objęciach swoich nowych „przyjaciół”. Praca marzeń :)

PS. Jeżeli macie jakieś zabawne historie z udziałem fotografa (lub kamerzysty), to piszcie do nas (redakcja@zespolnapiecia.pl) :)

No więc, co robić? Szczególnie, że na weselach mało jem (a jeżeli już, to szybko). Stres, Adrenalina. Luzuję się chyba dopiero gdy wiem, że mam wystarczająco dużo materiału i gdy łapie mnie zmęczenie.

W moim przypadku takie przerwy w grze to idealna sytuacja, aby poeksplorować trochę otoczenie, poznać miejsce, w którym przyszło mi pracować danego dnia. Takie przechadzki z reguły kończą się serią zdjęć pokazujących detale wokół sali weselnej, lub samą salę weselną z oddali, co przy sprzyjających warunkach daje zdumiewające efekty. Powstają idealne fotki do budowy reportażu, tworząc atmosferę i „przełamując go”, dzięki czemu po prostu nie jest nudny.

Zdjęcie otwierające ten wpis, to przykład efektu takiej przechadzki. W tym przypadku potrzebny był statyw i kilka prób, ale miałem trochę „wolnego” i powstało jedno z moich ulubionych zdjęć tej nocy. I to nie tylko moje odczucie, bo Młodzi i goście pisali mi potem lub dzwonili, że jest efekt WOW. No kto by pomyślał, tyle radości z chwili, gdy „nic” się nie działo na weselu 😉

Napisz komentarz