protasy-wywiad-01

Rezydencja Protasy – wywiad z właścicielką

Zastanawialiście się czasem, jak wygląda wesele z perspektywy…domu weselnego? Na naszym serwisie pokazujemy spojrzenie Młodej, fotografa, dietetyka, Wasze relacje itd., a teraz czas na wesele od kuchni. Dosłownie. Zadaliśmy kilka pytań Justynie Kotowicz – właścicielce Rezydencji Protasy, klimatycznego miejsca z okolic Białegostoku, które organizuje u siebie przyjęcia weselne. Nieprzypadkowo właśnie Rezydencję wybraliśmy do wywiadu. W końcu Młoda im zaufała i tam właśnie będzie zapraszać swoich gości po ślubie:)

 

Jesteście nowym miejscem na mapie Białegostoku i okolic, jeśli chodzi o branżę weselną. Jak oceniacie Wasze wejście w „rynek”?

Justyna Kotowicz: Udane, satysfakcjonujące i nieco bocznymi drzwiami, bo od początku unikamy jakiejkolwiek formy reklamy. Opieramy się wyłącznie o polecenia – chcemy, by nasze miejsce zyskiwało kolejnych gości w domowych, firmowych, czy przyjacielskich rozmowach, było sobie polecane na bazie dobrych doświadczeń i udanych imprez. Są osoby, które wchodząc do Rezydencji Protasy po raz pierwszy, zakochują się w naszych wnętrzach bez reszty, wszystko inne schodzi na dalszy plan. Są też tacy, do których nasza stylistyka nie przemawia. Tego nie przeskoczymy. Natomiast największy wpływ mamy i chcemy mieć na kubki smakowe naszych gości. Wiemy, że kuchnia jest naszą ogromną siłą i niesie nas echem po każdej odbywającej się w Rezydencji imprezie.

– Wiele pięknych sal weselnych świeci pustkami. Co robią nie tak?

 JK: Najlepszą odpowiedź mają Pary, które trafiają do nas po wielodniowych tournée po innych salach i zmęczone tym obowiązkiem, stają przed nami z listą zagadnień. Zagadnienia te to wypunktowane informacje, co wiele pięknych sal weselnych robi nie tak: wszelkiej maści dopłaty np.za pokrowce na krzesłach (które w naszej opinii są elementem wystroju wnętrza – na tym, by było spójne, najbardziej powinno zależeć samej Sali, niż nawet jej gościom), „wlewowe”, „korkowe” itd. Często wspominam również własne doświadczenia z jednej z nowych wówczas, topowych i ładnych sal bankietowych, gdzie otrzymałam trzy wersje menu – mogłam się zdecydować na jedną, bez możliwości najdrobniejszych nawet zmian, a w każdej z opcji czegoś mi brakowało i chętnie stworzyłabym swoją, autorską. Nie było o tym mowy, dostałam tam zarzut „sprowokowania kucharza do dania w pysk menedżerowi, za takie mieszanie mu w garach”… zapadło w pamięć. Dajemy taką możliwość naszym Parom, bo wiemy, jak kluczowym wydarzeniem w życiu jest ślub i wesele. Byłoby nam bardzo niezręcznie narzucać naszym gościom jedną, oklepaną formułę, standard, poza który nie byłoby kroku odstępstwa.

– Jakie trendy weselne zauważacie poprzez przyjęcia, które są w Rezydencji organizowane?

JK: Z radością obserwujemy marsz w kierunku trendu eko i natural ingredients 😉 – w ozdobach na stołach (coraz więcej Par decyduje się ozdobić je szyszkami, ziołami, polnymi kwiatami, czy nawet gałęziami, które doskonale bronią się w naszych wnętrzach), w wyborze tortów (naked cakes – czyli torty bez masy cukrowej, której – choć piękna – najczęściej i tak nikt nigdy nie jadł, a mogła stanowić istotny składnik ceny). Mamy piękny ogród, z wiatą idealną do ślubów plenerowych – w 2015 roku odbyła się u nas tylko jedna taka ceremonia, w bieżącym mamy zaplanowanych aż 6. – śmiało można ten przyrost nazwać trendem. Małymi krokami i zawsze z udziałem ogromnego kurażu Par Młodych (zwłaszcza w naszym, tradycyjnym w uroczystościach weselnych regionie) realizujemy również przyjęcia z bufetami zimnymi poza stołami gości. Serwujemy wówczas dania gorące każdemu z osobna, zaś wszystkie przekąski zimne są do dyspozycji gości właśnie w formie bufetu. To zupełnie inny styl, niż znane nam podlaskie wesela; tu po jedzenie nie wystarczy wyciągnąć ręki, trzeba się po nie przejść – takie fit wesela 😉 popularne zwłaszcza w mieszanych narodowościowo parach. Maleje też przywiązanie do tradycyjnego scenariusza weselnego – np. tort bardzo często podajemy po pierwszym daniu gorącym, obok podziękowań rodzicom, zamiast po męczących oczepinach, do których nie wszyscy dotrwają.

– Dlaczego różne sale mają tak rozbieżne oferty cenowe?

JK: Sala bankietowa to przedsiębiorstwo jak każde inne – wszyscy ponosimy koszty funkcjonowania, które w Polsce nie są niskie. Bazowe wydatki wiążą się choćby z cenami produktów i surowców, które musimy nabyć, by smacznie gotować. Nie da się kupić np. dobrej polędwicy wołowej za grosze – a tatar na weselu musi smakować wyśmienicie. Warto pamiętać, że sama cena nie mówi nam nic o ofercie – nie należy, szukając sali weselnej, porównywać cen, a oferty, które się w tych cenach zawierają. Są miejsca, które kuszą niską ceną, ale po dokładnej analizie oferty okazuje się, że zapewniają 70% tego, co inne miejsce zapewnia za o 30% wyższą cenę. Wychodzi na to, że za te same pieniądze można mieć więcej, ładniej, mniej tendencyjnie.

– Jakie najciekawsze sytuacje miały miejsce w Waszej dotychczasowej działalności? Jakieś anegdotki?:)

JK: Dużo tego – solidny materiał na kabaretowy stand-up 😉 Z największym zainteresowaniem obserwujemy zawsze podwykonawców – DJ, fotograf, kamerzysta czy zespół to często prawdziwe osobowości! Jak choćby fotograf z lampą przytwierdzoną do pleców, wodzirej, który pracował tak ciężko, że przed oczepinami zasnął na krześle. Nasz fantastyczny Pan Młody, który wyjechał z domu i zamiast po przyszłą żonę i do kościoła, skierował się od razu do nas, na swoje wesele. Zagubiony gość, po którego ruszyła już wyprawa po okolicznych lasach, a on smacznie spał w podstawionym autokarze, schowany między siedzeniami. Szok weselny robi swoje. Często jesteśmy pierwszym placem zapoznawczym rodziców Młodych Par – to ujmujący moment. Nie da się nie zauważyć przeróżnych reakcji, które zachodzą w tych nowych, świeżych relacjach.

– Jacy są współcześni Młodzi? Czy coś ich łączy ze sobą, czy każda para jest zupełnie różna?

JK: Spotykamy całe spectrum osobowości i typów związków, ale na pewno wszystkie mają w naszych progach pierwszy wspólny cel – organizację wesela. W takich chwilach każdy okazuje sobie wsparcie, dużą ustępliwość, pełne porozumienie – jesteśmy świadkami jednego z najpiękniejszych momentów w życiu tych ludzi, a też przechodzenia z błogiego stanu narzeczeństwa w tryb zadaniowy, we wspólnie realizowany plan. Często spotykamy się z reakcjami typu „nie sądziłem/-am, że mi się to uda, że potrafię to zrobić, zorganizować, urzeczywistnić” – zatem z mierzeniem własnych sił na zamiary, z sukcesem – pierwszym w nowym stanie cywilnym. Wszystko to daje nam ogromną satysfakcję zawodową, ale też osobistą. Mam to szczęście skupiać wokół siebie pracowników reagujących podobnie, jak ja – radością na radość naszych Par. Obserwowanie takiego szczęścia zaraża pozytywną energią, a nie spotkaliśmy Młodych obojętnych wobec siebie.

– Czym się wyróżniacie jako Rezydencja Protasy?

JK: O tym można poczytać choćby na naszym fanpage’u – na pewno samym miejscem. Rezydencja dzięki swemu szczęśliwemu położeniu (zupełnie poza miastem, ale jednocześnie blisko Białegostoku), zagospodarowaniu terenu (duży ogród, z którego mogą korzystać nasi Goście), nietypowej stylistyce wnętrz jest na pewno obiektem innym, niż wszystkie istniejące i te, które powstały równocześnie z nami. Ale najważniejszym wyróżnikiem Rezydencji są ludzie pracujący na sukces tego miejsca – Szef Kuchni i wszyscy kucharze oraz cały zespół kelnerów. Od początku dążymy do tego, by była to zgrana grupa lubiących się nawzajem ludzi. Lubiących ze sobą pracować, czasem przyjaźniących się, potrafiących oddać się tej pracy. Praca w gastronomii jest bardzo ciężka – obciążająca fizycznie, czasem też psychicznie, dlatego tak ważne jest, by ludzie potrafili ze sobą rozmawiać, rozumieli siłę wzajemnej pomocy i wagę powierzonych im zadań. Jesteśmy nieprzyzwoicie dumni z naszych ludzi! Tak skonstruowany zespół nie może nie odnieść sukcesu:)

Z merytorycznych wyróżników istotny jest dla nas ten powodujący, że ludzie do nas wracają – pełne zadowolenie i satysfakcja naszych Gości. Zasadą jest u nas tylko jedno przyjęcie weselne w ciągu jednego wieczoru – dajemy komfort wyłączności naszym Parom. Nie robimy niczego po łebkach, impreza, do której ktokolwiek z nas miałby się nie przyłożyć, zapewne się u nas nie odbędzie, bo chcemy, by nasze starania zawsze były doceniane i poniosły nas dalej, w świat.

– Organizujecie u siebie degustacje przedweselne, by każda para mogła przetestować i wybrać pod siebie dania. Czy to się sprawdza, wiele par z tego korzysta?

JK: Tak, w ubiegłym roku skorzystało z niej większość Par, które miały z nami podpisaną umowę. W tym roku podobnie. Dla nas jest to okazja do uaktualnienia menu o nowe propozycje i zamierzamy to robić rokrocznie. Myślę, że degustacja zawsze jest dobrym testem naszej kuchni, bo pojawiają się na niej dania z każdej kategorii – główne, zimne, desery. Degustacja w Rezydencji daje solidną wiedzę, czym Organizatorzy wesela mogą zaskoczyć/zachwycić lub po prostu nakarmić swoich Gości. Nie unikamy natomiast późniejszych konsultacji dotyczących menu, by np. ozory wołowe w galarecie, które dla większości młodych osób brzmią… staromodnie, znalazły się jednak wśród przystawek zimnych, bo każdy wujek okazuje się w trakcie wesela smakoszem tychże ozorów i dziękuje za to, że je serwujemy. Degustacja w Rezydencji zawsze połączona jest z losowaniem jakiejś formy bonu/nagrody. W 2015 roku był to bon na suknię ślubną, w tym – na lekcje nauki pierwszego tańca z profesjonalnym tancerzem i choreografem. Zatem warto brać w niej udział z co najmniej dwóch powodów.

– Modne jest poszukiwanie alternatywnych, niestandardowych miejsc na wesele. Coraz częściej robi się je w plenerze. Co sądzicie o takim trendzie?

JK: Piękna sprawa i ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Najczęściej koszt nie do zaakceptowania, gdy uświadamiamy, jak duża logistycznie jest to operacja. Trzeba bowiem pomyśleć nie tylko o tym, gdzie i jak ugościć samych weselników, ale też jak zapewnić całej obsłudze wesela warunki pracy, które pozwolą je zorganizować na firmowanym przez nas poziomie – w plener trzeba przenieść nie tylko stoły, krzesła i jakąś formę parkietu, ale także całe zaplecze kuchenne (piece, czasem zmywarki, podgrzewacze, etc.). To niełatwa sprawa z punktu widzenia wykonawcy, ale wszystko jest do zrobienia, przy świadomości owych ponadstandardowych kosztów.

– Jakie rady możecie dać Młodym z całej Polski, którzy szukają miejsca na swoje wesele?

JK: Radzimy szukać takich, w których sami będą się czuli dobrze. Które pasują do ich poczucia estetyki i umożliwiają oprawę zgodną z własną wizją, pomysłem, marzeniami. Nie spodziewajcie się, że sala a’la dworek zamieni się gładko w skandynawskie wnętrze, jeśli wiszą w nim na stałe kryształowe żyrandole, a rustykalna sala zmieni się dla Was w pałac na wysoki połysk. Wystrój to jedno, gastronomia – drugie, otwartość managementu (na rozmowę, zmiany) – to trzecie. Sala weselna to miejsce, w którym powinniście spotkać specjalistów – wiedzących, o czym mówią, rozumiejących, jak powinno przebiegać typowe przyjęcie weselne i co z kolei trzeba zrobić, by zrealizować jego nietypowy przebieg. Błędy zdarzają się każdemu, kto coś robi, ale nie skupiajcie się i nie kierujcie wyłącznie opiniami osób trzecich. Każde miejsce ma swego hejtera, my również mamy wiernych w krytykowaniu nas – najczęściej jednak bezpodstawnym.

Jedźcie tam, spotkajcie kogoś, kto zarządza tym miejscem, rozmawiajcie, pytajcie – jeśli „zagra”, da się dogadać – testujcie kuchnię, sprawdzajcie powtarzalność jakości. I chyba też ufajcie własnym przeczuciom. Ja zawsze powtarzam, że robię to wszystko dlatego, że po prostu, zwyczajnie lubię: po pierwsze karmić ludzi, a po drugie – lubię wesela J Popłakujemy na podziękowaniach rodzicom, pierwszych tańcach, wspólnych modlitwach – ulegamy tym emocjom, dlatego wiemy, że warto się w takie wydarzenia angażować najlepiej, jak potrafimy. Bo jak można nie lubić dnia, w którym dwoje ludzi wygląda najpiękniej i cieszą się wzajemnym uczuciem… na podobny będą musieli mocno zapracować:)


 

www.rezydencjaprotasy.pl

logo-protasy

Napisz komentarz