Stało się!
On bach na kolano, w przestrachu otwiera pudełeczko z cacuszkiem w środku. Ona ze łzami w oczach nieśmiało wyciąga dłoń…”Tak” i radości nie ma końca. Ahhhh i kolejne dwie połóweczki przysłowiowego jabłuszka połączyły się w jedność. I tak naprawdę dopiero się zaczyna 😉 Wszystko co wiąże się z organizacją ślubu, i tu myślę, że wszyscy mający to za sobą, tudzież będący w trakcie, zgodzą się ze mną, iż nie jest to ani łatwe, ani przyjemne tak naprawdę. Ale w tej właśnie chwili zakładamy, że wszelkie kwestie techniczne typu sala, fotograf, kamerzysta, zespół itp. są już zaklepane, tak więc pozostaje sprawa, ośmielę się rzec najwyższej wagi, niemalże państwowej, mianowicie…UBIÓR.
Zawarcie związku małżeńskiego jest najprawdopodobniej najważniejszym dniem w naszym życiu, kiedy oczy wszystkich zebranych skierowane są tylko na nas. Bo to właśnie w tym dniu to my jesteśmy w centrum, wznoszą za nas liczne toasty, biją nam brawa, chcą z nami tańczyć i pstrykać nam zdjęcia. I to jednak bardzo zobowiązuje przyszłych Młodych, by wyglądać olśniewająco i wyjątkowo, że normalnie szloch za gardło ściska i dech w klatce piersiowej zapiera. Zaznaczę oczywiście, że większość Pań, już będąc małymi dziewczynkami, wymarzyła sobie swój ślub i te pompatyczne lukrowane i różowe suknie balowe rodem z bajki o Kopciuszku. No jak nie, jak tak?
Pamiętam, jak wyobrażałam siebie w przepięknej, bufiastej, lśniącej, lodzio miodzio sukni ślubnej, jednej na milion, tylko mojej. Nikt mnie nie uprzedził, że będę 1,5 metrowym kurduplem i takie sukieneczki to nie dla mnie. Co najwyżej zaopatrzyć się mogłam w dziale dziecięcym pt. „przebrania karnawałowe”.
Myślę, że Panie mają jasno sprecyzowane jak ma wyglądać ich suknia, co wcale nie czyni tego zadania łatwiejszym, ale o tym innym razem. Sprawa natomiast tyczy się naszej szanownej, nie mniej ważnej, Panowie wybaczą, płci brzydkiej.
Tak więc który z Panów mi odpowie? Krawat czy Muszka?
Jak wiadomo, garnitur rzecz ważna, jednakże dodatki kwestia najważniejsza 😉 Bo musi wszystko do siebie (raczej do sukni Młodej) pasować i być na cacy. Często, jak już mi wiadomo, wszelkie decyzje odnośnie ubioru ukochanego, podejmują Panie. Dlaczego? Odpowiem na podstawie własnego doświadczenia, obserwując szwagrów, wujków, kolegów no i mojego męża. Panom najczęściej jest wszystko jedno, a zakupy i perspektywa przymiarek setek garniturów jest istnym koszmarem. Jeśli jednak coś już się spodoba, rzadko znajduje uznanie.

Źródło: http://thebowbowties.com
No dobrze, ale może powrócę do pytania. Krawat czy muszka? Nie powiem, musiałam przeprowadzić małe rozeznanie, powęszyć, popytać, poobserwować. I jestem zaskoczona. Tylko jedna osoba wyraziła chęć założenia muszki i jak sama to określiła, tu cytuję „…no wszyscy muszą widzieć, kto jest młodym, no zdecydowanie trzeba się wyróżnić…”. Reszta pytanych, twardo obstawała przy krawacie, co niektórzy, na muszkę kręcąc nosem. Tak więc pytanie: dlaczego? Nie otrzymałam jasnych uzasadnień.

Źródło: http://hisoutfit.com
Krawat… Iluż ojców i dziadków, mężów i chłopaków, zaraz obok kapci i skarpet, dostaje go w postaci prezentu na święta, urodziny, walentynki i bez okazji, bo przecież wyprzedaż, prawie za darmo. Zakładamy go do pracy, na sylwestra, do teatru, na wesele, na pogrzeb, że o chrzcinach nie wspomnę. Więc czy aby na pewno decyzja o przybraniu krawata na własny ślub nie uczyni z Was, drodzy Panowie, przeciętnego Jana Kowalskiego, któremu się poszczęściło i staną na ślubnym kobiercu u boku Anioła? Chyba tylko mundur i napis na czole „jestem członkiem chóru Aleksandrowa” sprawi, że faktycznie w tym krawacie zwrócicie na siebie uwagę. Nie mogę też zgodzić się ze stwierdzeniem, że i tak oczy wszystkich skierowane są na Pannę Młodą. Nic bardziej mylnego, Panowie!

Źródło: http://thebowbowties.com
Natomiast muszka, hmmm… wydaje mi się klasą samą w sobie i niby niewiele trzeba tu dodawać, jednak ja się ośmielę. Uważam, że nie ma bardziej apetycznego widoku niż przystojna i smukła męska szyja, udekorowana idealnie dopasowaną muchą. Szast prast, i przy odrobinie szczęścia każdy z Was błyśnie niczym James, James Bond. I bynajmniej zasługą tu nie będzie Aston Martin. Jak sama wspominam, kupując muchę do ślubnej koszuli, zaprawdę rozczarowałam mojego męża. Bo jak miał się już wyróżniać, to choćby oryginalnością na miarę Janusza Korwin- Mikkego. A ja na drodze niedemokratycznego podejścia, zafundowałam ukochanemu jednokolorowego, nudnego gotowca. Biję się w pierś, padam na kolana. Czasu nie cofnę, natomiast Wy Panowie macie cały wachlarz możliwości wzorów, kolorów, tworzyw i kształtów. Postawcie na oryginalność, pokażcie siłę swojego charakteru, swój temperament. Nie bójcie się tekstury serduszek i pszczółek czy Kubusia Puchatka z kubełkiem miodku, no dobrze tu pojechałam, ale chciałabym Was przekonać, jak tak małym dodatkiem możecie przysporzyć sobie owacji, ochów achów, fanów i naśladowców. Nie bójcie się być posądzeni o zbytnią ekstrawagancję czy snobizm. Bawcie się stylem. Jak napisałam wcześniej, pokażcie klasę, a ten wyjątkowy dzień bez wątpienia należeć będzie do Was.

Źródło: http://thebowbowties.com

Źródło: http://hisoutfit.com
Sklepy, w których możecie odnaleźć mnóstwo inspirujących wzorów:




jak dla mnie była muszka była srebrna i garnitur czarny ,,błyszczący,,ponieważ nie mam dużo cm ani zonka nie jest za wysoka więc wyglądał bym trochę głupio w długim krawacie 🙂
Masz ode mnie kciuka do góry 🙂 Fajnie, że masz świadomość w czym i jak wyglądasz. Dzięki takiej wiedzy, unika się w przyszłości modowych wpadek, tak myślę 🙂
W moim przypadku była klasyczna, czarna muszka… WIĄZANA – prezent od przyszłego szwagra, który uczył się ją wiązać… tuż przed ślubem 🙂 Mało brakowało, a szyja świeciłaby pustką podczas całej ceremonii. Na szczęście jakiś tutorial na YT poratował 🙂 Dodam jeszcze tylko, że fajnym akcentem było to, że wszyscy Panowie z mojej strony także mieli muszki (z zapięciem 🙂 )